|
|||||||||||||||||||||||||||||||||
| Jesienny nastrój | |||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Byłam bardzo zakłopotana aurą za oknem. Mocny wiatr próbował wedrzeć się do mojego mieszkania, a mnie...
było wszystko jedno. Co za różnica, czy wieje tam, czy też tu. W domu było coraz zimniej, a kaloryfery wciąż "milczały"... Ja się na tym nie znam, ale powinni zacząć grzać już z chwilą, kiedy w nocy temperatura spada do plus pięciu stopni! A oni co? Banda darmozjadów! Miliony ludzi nie ma własnych pieców, chyba, że rozpalą sobie ognisko na środku pokoju. Ale kogo to obchodzi? Miałam dość marznięcia w domu, więc zaraz po śniadaniu wybrałam się do spółdzielni. Może zdołam przycisnąć prezesa do jego wysoko połyskliwego barku i uzyskać kilka odpowiedzi? Jadąc w tramwaju, układałam sobie błyskotliwą retorykę, którą zamierzałam powalić go na kolana. Ja się na tym nie znam, ale tym razem gość zatańczy tak, jak mu zagram! Wyszczekana ze mnie suczka! Uśmiechnęłam się pod nosem i zapatrzyłam w szary, jesienny krajobraz miasta. Jakie to było smutne... Tramwaj turkotał sennie, a po mojej głowie szalały wciąż nowe koncepcje. "Panie prezesie..." - mruczałam w myślach i mrużyłam oczy dla dodania mojej twarzy efektów specjalnych - "Albo nie! Powiem mu... Proszę pana! Prezesem, to on może być dla ludzi, którzy dla niego pracują! Dla mnie jest zwykłym... urzędasem! A więc tak: Panie urzędasie!" - mimowolnie parsknęłam śmiechem, zasłaniając usta dłonią. - No i, z czego się tak pani cieszy? Usłyszałam nad sobą starszy, zmęczony głos jakiejś kobiety. Rozglądnęłam się po tramwaju. Byłam tak pochłonięta przygotowywaniem mowy, że nawet nie zauważyłam kiedy tramwaj się zapełnił. Teraz wszystkie miejsca były zajęte, a nad moją głową... wprost wisiała starsza kobieta. Obok jej nóg, trwały na posterunku sterczące niczym warta, dwie napchane reklamówki. - Przepraszam? - To nic śmiesznego, że młoda kobieta siedzi, kiedy starszy człowiek nie może utrzymać równowagi w tramwaju! - Pani mówi do mnie? - wskazałam palcem na siebie, krzywiąc jednocześnie twarz w wyrazie ogromnego zaskoczenia. - A niby, gdzie patrzą moje oczy? - wlepiła we mnie swój stanowczy wzrok - Przecież nie gadam do ściany? - Ja się na tym nie znam, ale tramwaje nie mają ścian... I tutaj, w tym momencie, senny turkot tramwaju stracił na znaczeniu. Ludzie przysłuchiwali się naszej konwersacji, a co niektórzy zaczęli się nawet ironicznie śmiać..! Tramwaj, jakby się ożywił, a jego turkot zmienił ton. - Mogłaby pani ustąpić miejsca starszemu człowiekowi! - kobieta wciąż wisiała nad moją głową i wlepiała we mnie oczy - Tak młoda, a taka niedomyślna! Odwróciłam się do niej, jednak nie wstałam z miejsca. Tego było za wiele! Co ona sobie myśli? Czasy ustąpień już dawno minęły! - Ja jestem niedomyślna? - moja dłoń znów wskazała własną pierś. - Przecież nie ja! - odszczeknęła nieprzyjemnie kobieta - Moje sygnały są chyba wyraźne? - Dlaczego ja? Przecież jest mnóstwo miejsc w tramwaju! - Zajętych! - zarechotała baba - Ziemia do kosmitki! - pstryknęła mi palcami przed nosem - Czekamy na odzew! - Czy pani postradała zmysły? - podniosłam się z plastykowego krzesła. Na stojąco zawsze lepiej mi się rozmawiało. Szczególnie, jeśli ktoś był tak bezczelny. Kobieta przepchnęła mnie do przodu i usiadła na moim krześle. - Teraz lepiej - skrzywiła się do mnie, puszczając mi oko - Dziękuję! Cały tramwaj zarechotał wesoło. - Dziękuję?! - nachyliłam się nad nią. Moja pozycja znów straciła na znaczeniu, bo... babsko siedziało! - Ja się na tym nie znam, ale tramwaj, to nie bazar! - Jak się nie znasz, to po co się odzywasz, dziecko? - wlepiła nos w szybę, dając tym samym do zrozumienia, że audiencja skończona. Ludzie czekali na moją reakcję, mając nadzieję na dalszy spektakl, ale ja... tylko warknęłam groźnie i wyszłam z tramwaju, odprowadzana wzrokiem moich niedawnych zwolenników i przeciwników. Byli zawiedzeni, to pewne. W jednej chwili mój jesienny nastrój zmienił się w gorący klimat Sahary. Nie poszłam do spółdzielni. Po co? Wystarczy mi wrażeń na dziś! Do pana prezesa - urzędasa, dobiorę się w innym czasie. Ja się na tym nie znam, ale jeszcze wcale nie jest tak zimno... |
||||||||||||||||||||||||||||||||