Czerwone pomidory

kapryśne... ego
czerwone pomidory
deska klozetowa
jesienny nastrój
kaktus
szałowa sukienka

charakterystyka krowy
początkujący kierowcy
ekonomia codzienna
przewodnik po religii
narodowość Jezusa
przy bankomacie
poprawne zwroty
gubienie kalorii
krótkie bajki

kawały i anegdoty
wróżby i horoskopy
śmieszne rzeczy


Lubię czerwone pomidory. Chyba jak każdy. Kupując je w sklepie, zanim doniosę do domu, często robi się z nich totalna malaga!
Ja się na tym nie znam, ale takie rzeczy są niedopuszczalne!
Konsument powinien wiedzieć, co go czeka po zakupie towaru... Najczęściej, jest zupełnie inaczej! To tak jak z tą lokówką, która spaliła mi połowę głowy! W telewizji, te piękne modelki, mają jeszcze piękniejsze loki. Chciałam mieć takie same. Kupiłam lokówkę i... w lusterku widziałam jedynie dym! Później, moje włosy wyglądały, jakby przeleciało przez nie tornado...
Włosy można ściąć, ale z żołądkiem już nie jest tak łatwo...
Ledwie słońce wstało, ja już krążyłam po kuchni w poszukiwaniu jakiegoś pomysłu na śniadanie. Człowiek powinien jeść więcej warzyw i owoców, bo witaminy to podstawa dobrej przemiany materii. Co z tego, kiedy w lodówce miałam tylko kiełbasę i... ostre światło!
Postanowiłam coś z tym zrobić. W końcu witaminy, to podstawa dobrego zdrowia!

Market, jak zwykle, zapełniony był ludźmi.
Ja się na tym nie znam, ale czego oni wciąż tu szukają? Nie mają nic innego do roboty, jak tylko włóczyć się bez potrzeby między zawalonymi towarem półkami? Gdyby tak dogłębnie się temu przyjrzeć, już dawno powinni wszystko wykupić. I nawet... dostawa towaru nic by tu nie pomogła! Skąd ludzie mają na to czas i... pieniądze?
Odwinęłam z rolki cienki, żałosny woreczek i zaczęłam wybierać dorodne, czerwone pomidory. Niektóre były zbyt miękkie, więc zaraz lądowały powrotem na półce. Starałam się dokładnie sprawdzać każdą sztukę, żeby znów nie donieść do domu... przecieru!
- Czego pani tak grzebie?
Nagle usłyszałam tuż za sobą niemiły, skrzekliwy, kobiecy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam w miarę młodą, niezbyt urokliwą ekspedientkę. Miała na sobie niebieski chałat, przecinany białymi, poprzecznymi paskami.
- Wybieram pomidory, nie widać? - moja odpowiedź, też nie była zbyt miła.
- Jak można tyle czasu wybierać pomidory?
- Przecież to nie chleb! - odszczeknęłam - Chyba dotknięte, to nie sprzedane?
Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem i skrzywiła usta.
- Gdyby każdy tak grzebał - powiedziała w miarę spokojnie - Mielibyśmy tu jedynie pomidorowy przecier!
- To sprowadzajcie pomidory w lepszym stanie!
- A te są w złym?
Miałam wrażenie, że ta kobieta szuka guza. Uczepiła się mnie, jak rzep psiego ogona, gapiąc się na mnie z pobłażliwym wyrazem na twarzy. Jedyne co mogłam zrobić, to uśmiechnąć się złośliwie pod nosem i przyjąć wyzwanie. Wzięłam do ręki miękkiego i dobrze już... obmacanego pomidora, po czym podstawiłam jej go pod nos.
- Ja się na tym nie znam, ale tu już jest przecier!
- Przez takich ludzi, jak pani! - odparła kobieta, wcale nie cofając się do tyłu, jak przypuszczałam, że zrobi - Niech sobie pani kupi zielone pomidory... z tamtej półki - pokazała mi ręką przeciwną ladę.
- A jeśli ja chcę czerwone?
- To proszę nie macać, tylko kupować! - odwróciła się na pięcie i szybko odeszła.
- To skandal! - warknęłam głośno - Wciskają taką szmirę porządnym klientom i chcą dobrego zachowania!
Kobieta nawet się nie oglądnęła. Jej niebieski fartuch w poprzeczne białe pasy, mignął mi pomiędzy półkami i znikł w drzwiach z napisem: "Ochrona".
"Ta wstrętna jędza chce nasłać na mnie swoich osiłków!" - pomyślałam - "Jeszcze każą mi wykupić całą dostawę!"
Zostawiłam marnej jakości woreczek, na równie marnych, rozlazłych pomidorach i skierowałam się do wyjścia. Wcale nie stchórzyłam!
Ja się na tym nie znam, ale po drodze do domu mam jeszcze mnóstwo sklepów!
Kupię zielone pomidory i będę patrzeć, jak dojrzewają w mikroklimacie mojego okna!
Przynajmniej będę wiedzieć, co jem. A na razie... pozostanie mi kiełbasa.!